Stefania Romaniuk - wspomnienia świadka historii
/…/ Pewnego dnia Kopciowa załadowała mnie z dziećmi i z tobołkami do dryndy z daszkiem i pojechała z nami do wsi Turzystwo-Lipiny, położonej w powiecie łukowskim. Wieś - przyjście Symy Zatrzymaliśmy się na skraju wsi przed chałupą najbardziej nędzną ze wszystkich. Uderzył zaduch wilgoci i odchodów bydlęcych. Gliniana podłoga i gryzące ciemności od dymu. Nie znałam dobrze obyczajów i zwyczajów wiejskich. Byłam więc omalże przerażona, gdy zanim zdążyłam się rozejrzeć i uwolnić dzieci od okryć, znalazłam się w obliczu gromady kobiet wiejskich, wypełniającej chałupę po brzegi. Nie zauważyłam, kiedy weszły i jak weszły. Młode i stare, z podciągniętymi pod brodą kolorowymi chusteczkami na głowach, z rękami splecionymi na brzuchu, z oczyma wlepionymi w nas przybyszów i w tobołki. Tylko półuśmiechy błąkające się na twarzach uspokoiły mnie, że nie przyszły w złych zamiarach. Nie zadawały żadnych pytań, nie wypowiedziały żadnych uwag, nie przysiadły się nawet na ławkach...
